Większość odwiedzających przechodzi przez Plac Bohaterów Getta, nie do końca wiedząc, na co właściwie patrzy: pusty, otwarty plac z rozstawionymi na nim wielkimi metalowymi krzesłami, zwróconymi w stronę, która nie od razu ma dla kogoś oczywisty sens. Na samych krzesłach nie ma tabliczek z wyjaśnieniem. A jednak ten plac, wraz ze stojącymi na nim pustymi krzesłami, opowiada jedną z najbardziej bezpośrednich historii wojennego Krakowa – wystarczy wiedzieć, co się tu wydarzyło.

Od Placu Zgody do Placu Bohaterów Getta

Ten plac nie zawsze był miejscem pamięci. Do lat 40. XX wieku był zwykłym placem targowym w Podgórzu, dzielnicy na południe od Wisły, o której większość mieszkańców Krakowa niewiele wtedy myślała – nosił nazwę Plac Zgody. Wszystko zmieniło się w marcu 1941 roku, gdy okupacyjne władze odgrodziły część Podgórza i zmusiły około 15 tysięcy żydowskich mieszkańców Krakowa do przeprowadzki na ten teren, tworząc getto krakowskie otoczone murami zbudowanymi na kształt żydowskich macew. Plac Zgody leżał w samym centrum odgrodzonej dzielnicy i to właśnie tu organizowano deportacje – najpierw do pracy przymusowej, później do Płaszowa i Auschwitz. Podczas ostatecznej likwidacji getta 13–14 marca 1943 roku osoby uznane za zbyt stare, zbyt młode lub zbyt chore do pracy zostały zastrzelone wprost na placu; resztę stąd popędzono do pociągów. W 1948 roku miasto zmieniło nazwę placu na Plac Bohaterów Getta, upamiętniając to, co się tu wydarzyło.

Tadeusz Pankiewicz i apteka Pod Orłem

Po drugiej stronie placu stoi niepozorny budynek, w którym mieściła się niegdyś Apteka Pod Orłem, prowadzona przez polskiego farmaceutę Tadeusza Pankiewicza. Gdy getto zostało zamknięte murami, Pankiewicz miał możliwość przeniesienia apteki poza teren getta. Odmówił i pozostał w środku przez cały okres jego istnienia, wykorzystując aptekę do przekazywania wiadomości, przemycania niewielkich ilości jedzenia i leków oraz cichego dokumentowania tego, co widział zza okna. W swoich powojennych wspomnieniach opisał Plac Zgody w dniu jednej z dużych deportacji: meble i dobytek pozostawione na placu przez rodziny, które sądziły, że czeka je jedynie przeprowadzka, a nie śmierć. Ten jeden szczegół – porzucone meble na pustym placu – stał się punktem wyjścia dla mieszczącego się tu dziś pomnika. W budynku dawnej apteki działa teraz niewielkie muzeum prowadzone przez Muzeum Krakowa, warto zajrzeć tam przed obejrzeniem krzeseł albo zaraz po nim.

Pomnik z 2005 roku i jego 33 duże krzesła

Krzesła pomnika na Placu Bohaterów Getta w Krakowie
Przez dziesięciolecia po wojnie plac nie miał żadnego upamiętnienia. Zmieniło się to w 2005 roku, gdy architekci Piotr Lewicki i Kazimierz Latak przeprojektowali cały plac wokół nowego pomnika, a same krzesła zaprojektował rzeźbiarz Czesław Dźwigaj. Ta instalacja bywa opisywana po prostu jako „70 krzeseł” i ta liczba jest poprawna – obejmuje jednak dwa różne elementy. Trzydzieści trzy duże, monumentalne krzesła, odlane z brązu i żeliwa, ustawione są rzędami na otwartej części placu, w skali i rozstawieniu przypominającym raczej apel niż przypadkowo porzucone meble. Kolejne 37 mniejszych krzeseł, bliższych rozmiarem zwykłym siedziskom, otacza place przystankowe tramwajów i skraje placu. Razem te dwie grupy dają wspomniane w przewodnikach 70; to jednak te 33 duże zauważa większość odwiedzających jako pierwsze, bo tylko one są na tyle duże, by rzucać się w oczy z drugiego końca placu. Jeśli wolisz, by ktoś przeprowadził cię przez znaczenie tego pomnika na miejscu, wycieczka meleksem po getcie żydowskim zatrzymuje się tutaj w ramach swojej trasy.

Co symbolizują krzesła

Architekci rozważali i odrzucili dosłowną formę pomnika – posągi ludzi albo zdjęcia z deportacji – uznając, że żaden pojedynczy obraz nie odda skali tego, co się tu wydarzyło. Zamiast tego zbudowali pomnik wokół nieobecności: przyjmuje się, że każde duże krzesło reprezentuje w przybliżeniu tysiąc osób, symbolizując tłum, który niegdyś wypełniał ten plac i nigdy tu nie wrócił. Krzesła zwrócone są w stronę, w którą prowadzono deportowanych – ku dawnemu peronowi kolejowemu na skraju placu. Trzy z nich zwrócone są na południe, w stronę ulicy Lwowskiej, gdzie do dziś stoi zachowany fragment muru getta, zbudowany na kształt żydowskich macew, wraz z niewielką tablicą pamiątkową. Przez plac biegnie też wybrukowana linia wyznaczająca dawną granicę getta – łatwo ją przeoczyć, jeśli się jej nie szuka.

Zwiedzanie Placu Bohaterów Getta

Plac leży w Podgórzu, na południowym brzegu Wisły, około 10 minut spacerem od Muzeum Fabryki Schindlera i podobnej odległości od centrum Kazimierza po drugiej stronie rzeki. Jest otwarty przez całą dobę, wstęp jest bezpłatny, a tłumów tu niewiele, bo przyciąga znacznie mniej odwiedzających niż atrakcje Starego Miasta po drugiej stronie rzeki. Piętnaście do dwudziestu minut wystarczy, by obejrzeć sam plac i przeczytać okoliczne tablice informacyjne, choć większości odwiedzających warto zostać tu nieco dłużej. Muzeum w dawnej aptece po drugiej stronie placu dodaje kolejne 30–45 minut, jeśli chcesz poznać pełniejszy kontekst tego, co widzisz. Ponieważ plac najlepiej zrozumieć razem z Fabryką Schindlera i zachowanym fragmentem muru getta w pobliżu, większość osób ogląda wszystkie trzy miejsca podczas jednej wizyty, a nie jako osobne wyprawy.
💡 Praktyczna wskazówka
Jeśli możesz, odwiedź plac rano – w południe światło robi się ostrzejsze i bardziej płaskie, a krzesła najlepiej prezentują się w niskim, bocznym świetle wczesnego poranka lub późnego popołudnia.

Najczęściej zadawane pytania

Łącznie jest ich 70: 33 duże krzesła z brązu i żeliwa rozstawione na otwartej części placu oraz 37 mniejszych krzeseł przy przystankach tramwajowych i na skrajach placu. Większość zdjęć i pierwszych wrażeń skupia się na tych 33 dużych, bo to one najbardziej rzucają się w oczy z daleka.

Krzesła nawiązują do wspomnień farmaceuty Tadeusza Pankiewicza, który widział meble i dobytek pozostawione na placu przez rodziny deportowane z getta w 1943 roku, przekonane, że czeka je jedynie przeprowadzka. Puste krzesła symbolizują tę nieobecność, zamiast przedstawiać samo wydarzenie wprost.

Leży w Podgórzu, na południowym brzegu Wisły, około 10 minut spacerem od Muzeum Fabryki Schindlera i podobnej odległości od Kazimierza po drugiej stronie rzeki.

Tak – to otwarta przestrzeń publiczna, bez opłat i bez wyznaczonych godzin otwarcia. Muzeum w dawnej aptece Pod Orłem na skraju placu ma już płatny bilet wstępu.

Piętnaście do dwudziestu minut wystarczy na sam plac i tablice informacyjne. Dolicz 30–45 minut, jeśli odwiedzisz też muzeum w dawnej aptece na jego skraju.

Czy ten artykuł był pomocny?

Oceń ten artykuł — pomaga nam to tworzyć lepsze przewodniki dla naszych gości.
Kliknij gwiazdkę, aby ocenić